Śnił mi się.. drapiący mnie mały kociak
dwie rzeźby które jakiś mój znajomy popsuł...obrazy i moja wystawa na strychu...
i kolega który chciał mnie przeprosić... szedłem przez podwórko chyba do apteki... a on chciał chyba do mnie przyjść i szedł z czymś zapisanym, listem z przeprosinami.
Ja natomiast udając, że go nie widzę poszedłem do apteki a w zasadzie pod nią bo zdałem sobie sprawę ze nie muszę nic kupować.. po czym zrobiłem kilka kroków i napadło mnie milion myśli po których złapałem doła, padłem na dół i z rozpaczy umierałem...
Może to taka mała inspiracja surrealistyczna? ;o>
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz